Ryby te bardzo zdrowe i te mniej

Ryby te bardzo zdrowe i te mniej

Ryby to zwierzęta niechętnie spożywane przez szersze grono odbiorców. W naszym kraju tego rodzaju posiłek spożywany jest okazjonalnie w trakcie wigilii czy postu. Natomiast w państwach dalekiego wschodu, czy też rejonu okołobiegunowego udział ryb w diecie jest zdecydowanie większy. Ma to swoje konsekwencje dla diety, zdrowia i dalszego kształtowania ryzyka nowotworowego. Nie od dziś wiadomo, że ryby zawierają w sobie dużo prozdrowotnych związków chemicznych. Wśród nich trzeba wymienić kwasy Omega 3 i wielonienasycone kwasy tłuszczowe (PUFA – Peroxisome Proliferator Activated Receptor). Związki te mają działanie obniżające poziom LDL-cholesterol jak i stopień ogólnej syntezy kwasów tłuszczowych w organizmie, gdyż aktywują PPAR-alfa. Dodatkowo też zwiększają aktywność enzymów odpowiadających za degradacje tkanki tłuszczowej. Wiąże się to z obniżaniem ryzyka zachorowania na miażdżycę naczyń, a w konsekwencji zmniejszenie incydentów sercowo-naczyniowych w postaci udaru, czy zawału serca. Kolejnymi ważnymi związkami są witaminy z grupy A, D, E i B. Zwłaszcza istotna jest witamina D, której niedobór będzie nam doskwierać w nadchodzącym okresie jesienno-zimowym. Stosunkowo dobrym źródłem tych mikroelementów jest łosoś i śledź. Ryby są dobrym rozwiązaniem dla osób pragnących zrzucić zbędne kilogramy, gdyż mają stosunkowo niską kaloryczność. Przykładem jest tu dorsz, który w 100 gr ma 78 kcal. Dla porównania należy napisać, że 100 gr popularnego jogurtu dostarcza 77 kcal. Nie każda ryba jest zdrowa. Powinniśmy zachować ostrożność podczas zakupów, niektórych gatunków ryb. Część z nich jest pozyskiwana z stosunkowo dziwnych hodowli. Sztandarowym przykładem jest tu Panga, którą sprowadza się z wietnamskich siedlisk, które często są przegęszczone i zanieczyszczone [zobacz więcej]. Nie wspominając również o stosowaniu zbyt dużej ilości antybiotyków, hormonów czy pasz. Część z tych związków jest akumulowana do tkanek ryb i następnie wprowadzana wraz z ich mięsem do naszych organizmów. Nie z każdą substancją możemy łatwo sobie poradzić – kadm i ołów jest trudnym orzechem do zgryzienia. Ryby takie jak okoń nilowy, sum afrykański posiadają w sobie dużo tłuszczów nasyconych, co w przeciwieństwie do PUFA powoduje zwiększenie ilości LDL-cholesterolu, a to wzmaga rozwój blaszki miażdżycowej. Ilość ryb w diecie ma wpływ na kształtowanie ryzyka zachorowania na określony nowotwór. W badaniach porównawczych przeprowadzonych na imigrantach z Azji w Stanach Zjednoczonych ujawniono ciekawą zależność. Mianowicie osoby, u których w diecie pojawiało się dużo ryb miały większe ryzyko zachorowania na nowotwór żołądka. Natomiast rdzenni mieszkańcy USA, którzy spożywają duże ilości czerwonego mięsa byli bardziej narażeni na nowotwór jelita grubego. Oczywiście ryzyko zachorowania na nowotwór jelita grubego w naszej populacji jest bazowo większy niż żołądka, dlatego też opłaca się zwiększać udział ryb w naszej diecie. W medycynie możemy podzielić zachowania na prozdrowotne i te, które od zdrowia nas oddalają. Jedzenie dobrych ryb jest zachowaniem tej pierwszej kategorii. Należy je spożywać i próbować przekonać dzieci do jedzenia ich. Będzie to trudne zadanie, gdyż większość osób nie ma podstawowej wiedzy jak obchodzić się z tego rodzaju produktem. Podając dzieciom ryby, u których przebija się ich zapach na pierwszy plan uzyskamy tylko jeden efekt – zniechęcenie. Warto ze względu na wyżej wymienione właściwości zainwestować w produkt i podać rybę tak, aby stała się potrawą, za która pociechy będą tęsknić.

 

Leave a Reply